Informacje

portretprowincji.pl

zdjęcia Jacenty Dędek
teksty Katarzyna Dędek

***
Wyjechaliśmy jak zwykle za późno.
Jacenty zwabiony światłem rozproszonym w porannej mgle, a w zasadzie tym, co się z tej mgły zaczęło wyłaniać, postanowił zatrzymać się i pokręcić po okolicy.
Ratusz, przystanek PKS i sklep „Sukces” oferujący podręczniki szkolne, zabawki i obuwie. Dalej, przed pracownią protetyki dentystycznej, kaleki pies. W oknach kwiaciarni „Fantazja” kartka z napisem: „Proszę dzwonić dzwonkiem. Dziękujemy”.
Na przystanku trzej mężczyźni z reklamówkami. Jeden z nich, w czapce z daszkiem, odpala papierosa. Nim zdąży go dopalić, znikają wszyscy w podjeżdżającym busie.
Znowu pusto. Na ulicy lądują kawki.
Jest trzynaście minut po godzinie szóstej. Słońce w znaku Panny. Dzień będzie trwał dwanaście godzin i czterdzieści sześć minut.

***
Tak wyglądał początek podróży, jednej z wielu, jakie odbyliśmy w ciągu ponad sześciu lat, między początkiem 2011 a połową 2017 roku, zbierając materiały do opowieści o polskiej prowincji. Chcieliśmy ją poznać i zapisać. Nie chcieliśmy, by były to reportaże z prowincji, ale właśnie dokumentalny zapis małomiasteczkowego życia.
Od początku wiedzieliśmy, że pracujemy nad większym przedsięwzięciem, że praca ma się zakończyć książką.

Nie mieliśmy wielkich założeń, poza tym, że zdjęcia będą powstawały we wszystkich województwach, w miejscowościach nie większych niż 30 tys. mieszkańców. W sumie odwiedziliśmy 421 miejscowości, wykonaliśmy ponad dziewięć tysięcy zdjęć.
Portretom ludzi miały towarzyszyć „portrety miejsc”, zdjęcia mówiące o przestrzeni, w jakiej żyją nasi bohaterowie.
Staraliśmy się stworzyć wielopłaszczyznową opowieść o ludziach żyjących w niewielkich miastach, miasteczkach, wsiach. Mimo poruszania się po lokalnych obszarach, chcieliśmy opowiadać o sprawach uniwersalnych, takich, które mogą dotyczyć każdego z nas.
Ważne były tematy społeczne, relacje międzyludzkie, życiowe niedogodności, rzeczy, które uwierają i choć dotyczą naszych konkretnych bohaterów, z imienia i nazwiska, to znane są wszystkim.
Polska w ostatnich latach zmieniła się bardzo, powstało wiele nowych dróg, dawne rynki zmieniły nawierzchnie, jest ładniej i bardziej estetycznie. Wciąż jednak jest wiele miejsc, bardzo wiele, do których te nowe drogi nie dochodzą, tam też mieszkają ludzie, którzy mają swoje spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. Opowiadamy o tym, jak widzą siebie, swoje szanse, przyszłość. Ten projekt, to opowieść o nas, o Polsce, która zmienia się na naszych oczach.

W ciągu tych ponad sześciu lat pracy odbyliśmy setki podróży po całej Polsce. Łącznie spędziliśmy w samym terenie ponad rok i dwa miesiące – robiąc zdjęcia, rozmawiając ze spotkanymi ludźmi, włócząc się czasem bezowocnie po ulicach, ryneczkach, czy obrzeżach miast i miasteczek, śpiąc w tanich kwaterach, a czasem, kiedy nie znaleźliśmy nic innego, także w samochodzie.
Spotkaliśmy wyjątkowych, wolnych, szczerych i odważnych ludzi, którzy zaufali nam, powierzyli swój wizerunek, a czasem opowiedzieli o życiu. Nie zawieraliśmy przyjaźni, ale o wielu naszych bohaterach często myślimy jak o dobrych znajomych i wspominamy wypowiedziane przez nich słowa, niekiedy zabawne, czasem porażająco smutne.
Czego szukaliśmy?
Chyba najbardziej interesowało nas swoiste rozdarcie między starym a nowym. Mieliśmy dziwne poczucie, że coś się już skończyło, albo na naszych oczach kończy, a nowe nie na dobre się zaczęło. Że prowincja jest w dziwnym zawieszeniu.
Jaka jest prawda o polskiej prowincji? O tych małych miastach, wsiach, przysiółkach?
Każdy znajdzie dla siebie to, co umie zauważyć.
Naszymi przewodnikami po prowincji byli napotkani tam ludzie.
Kinoperator z Paczkowa, miłośnik Gwiezdnych Wojen, który mieszka w kinie. Kocha swoją pracę i prowincję, która daje mu wolność.
Kamil z Ćmielowa ma 25 lat i nie wierzy w miłość. Od osiemnastego roku życia spędził w więzieniu 5 lat i 4 miesiące. Hoduje gołębie, chodzi na ryby. Utrzymuje się z prac dorywczych i odnowy starych rowerów. Chciałby cofnąć czas do momentu swoich narodzin, a najlepiej urodzić się w całkiem innym miejscu.
93-letni staruszek Marian, którego spotkaliśmy na ogromnym placu targowym w Burzeninie, powiedział nam: „Jaki los przeznaczony, tego za młodu się nie wie. Człowiek sobie sam życia nie wyznacza, ma los przeznaczony i tym losem przeżyje”.
Pani Maria, barmanka z Nowej Rudy, po 62 latach pracy za barem zamknęła lokal i zaczęła cierpieć na depresję.
Kasia, dawczyni komórek jajowych mieszkająca na południu Polski, była poszukiwana za morderstwo.
Ale jest też wielu innych rozmówców, którzy z ciekawością przystawali, pytali czego szukamy, zapraszali do swoich domów.
„portretprowincji.pl” jest ostatnim przystankiem w naszej podróży, namacalnym dowodem tego, co zobaczyliśmy, co nam się przydarzyło.